Dział

Zakątki

3 artykuły Kroniki z-Buta · wydanie internetowe
Polecamy

Las Almindingen

Las Almindingen to jedno z najpiękniejszych i najbardziej fascynujących miejsc na Bornholmie. To największy las wyspy – sam państwowy kompleks ma blisko 2500 hektarów, a z przyległymi lasami około 6000 hektarów – z żubrami sprowadzonymi z Polski, najwyższym wzgórzem Rytterknægten, Doliną Echa i ruinami średniowiecznej warowni. Almindingen jest doskonałym miejscem na wędrówki piesze, rowerowe, a także na relaksujący wypoczynek wśród natury.

„Można tu spędzić godzinę w drodze między wybrzeżami albo cały dzień, łącząc kilka atrakcji w jedną pętlę.”

Almindingen leży w samym środku Bornholmu i jest największym lasem wyspy – sam państwowy kompleks ma blisko 2500 ha, a razem z przyległymi lasami i wrzosowiskami zielony pas zajmuje około 6000 ha. Trudno uwierzyć, że jeszcze dwieście lat temu było tu niemal bezdrzewne pastwisko. Las sadzono od początku XIX wieku, a dziś rosną w nim buki, dęby, świerki i sosny, między którymi kryją się jeziora, skalne wąwozy, ruiny warowni i jedyne na Bornholmie żubry.

Przez Almindingen prowadzi gęsta sieć ścieżek pieszych, szlaków rowerowych i leśnych duktów. Można tu spędzić godzinę w drodze między wybrzeżami albo cały dzień, łącząc kilka atrakcji w jedną pętlę. Las jest otwarty przez cały rok, a wstęp i parkingi są bezpłatne.

Najbardziej niezwykłymi mieszkańcami Almindingen są żubry. W 2012 roku przywieziono tu z Polski pierwsze siedem zwierząt i wypuszczono je na ogrodzony wybieg o powierzchni około 200 ha. Projekt miał być próbą, ale okazał się sukcesem: stado się powiększyło, a zwierzęta zostały na stałe. Mówi się nawet o powiększeniu wybiegu.

Żubry żyją w ogrodzonej części lasu, ale do wybiegu prowadzą szlaki – w tym specjalna trasa Bisonstien – oraz punkty obserwacyjne. Wybieg jest duży i zwierzęta nie zawsze pokazują się przy ogrodzeniu; największą szansę na spotkanie daje wczesny ranek i wieczór. Do wnętrza wybiegu nie wolno wchodzić poza wyznaczonymi przejściami, a żubrów nie wolno dokarmiać.

W Almindingen wznosi się najwyższy punkt wyspy – Rytterknægten, 162 m n.p.m. Na szczycie stoi kamienna wieża widokowa Kongemindet. Z jej tarasu widać korony drzew aż po horyzont, a przy dobrej widoczności także morze po obu stronach wyspy. Na szczyt można podjechać samochodem pod sam parking albo dojść pieszo z Doliny Echa.

W południowej części lasu ciągnie się Ekkodalen – najdłuższa dolina szczelinowa Bornholmu, zamknięta z jednej strony pionową ścianą granitu wysoką na około 20 m. Jeśli zawołasz w stronę skał, usłyszysz echo. Nieco dalej znajduje się wodospad Gedebæksfaldet, który spada kaskadami z wysokości około 22,5 m. Najokazalej wygląda wiosną i po deszczach.

W wielu opisach Almindingen pojawia się Rokkestenen – kołyszący się głaz narzutowy. Na Bornholmie są jednak trzy takie kamienie. Największy i najbardziej znany, ważący około 35 ton, leży w Paradisbakkerne, około 3 km na północny zachód od Nexø. Mniejszy rokkesten znajduje się w Almindingen, a trzeci na wrzosowisku Rutsker Højlyng. Paradisbakkerne to osobny, prywatny teren leśny na wschodzie wyspy, do którego z Almindingen jedzie się około 15 minut.

W lesie zachowały się ślady dwóch dawnych twierdz. Lilleborg to ruiny średniowiecznej warowni królewskiej na skalistym cyplu nad jeziorem Borresø. Zamek zniszczono w XIII wieku, ale resztki murów i położenie nad wodą wciąż robią wrażenie. Gamleborg jest starszy – to gród obronny z czasów wikingów i wczesnego średniowiecza, w którym mieszkańcy okolicy chronili się przed najazdami. Z obu miejsc prowadzą oznakowane ścieżki, a na trasie Kongens Borge można odwiedzić je podczas jednego spaceru.

Między drzewami natrafisz też na starsze ślady: kurhany i kamienne kręgi z epoki brązu i żelaza, rozsiane po całej środkowej części wyspy. Więcej o historii Bornholmu opowiada Muzeum Bornholmskie w Rønne.

Ekkodalen i wodospad – krótki, płaski spacer od parkingu przy Ekkodalshuset, 30–90 minut. Ekkodalen – Rytterknægten – pętla na 2–3 godziny, łącząca dolinę z wieżą widokową. Kongens Borge – trasa przez ruiny Lilleborg i Gamleborg. Bisonstien – szlak wzdłuż wybiegu żubrów z punktami obserwacyjnymi. Rowerem – przez las prowadzą regionalne trasy rowerowe, a szutrowe drogi leśne nadają się na rower trekkingowy. Uwaga: z wybrzeża do Almindingen jedzie się cały czas lekko pod górę.

Czytaj dalej »
Ekkodalen Bornholm

Ekkodalen

Ekkodalen, znana także jako Dolina Echa, to magiczne miejsce ukryte w sercu lasu Almindingen na Bornholmie. Ten najdłuższy wąwóz na wyspie zachwyca nie tylko pięknem przyrody, ale i niezwykłą akustyką – każde echo odbija się tu od skalnych ścian, tworząc niezapomniane wrażenie. To idealne miejsce na spacer wśród natury i doświadczenie jednego z najbardziej charakterystycznych zjawisk Bornholmu.

Ekkodalen – po polsku Dolina Echa, po niemiecku Echotal – to jedno z tych miejsc na Bornholmie, które trudno sobie wyobrazić, dopóki się nie stanie na jego dnie. Szeroka na kilkadziesiąt metrów, płaska dolina biegnie przez środek lasu Almindingen, a z jednej strony zamyka ją pionowa ściana granitu wysoka na około 20 metrów. Wystarczy stanąć naprzeciw skały i zawołać, żeby po chwili usłyszeć własny głos wracający z drugiej strony doliny.

Dolina jest fragmentem tzw. doliny szczelinowej (duń. sprækkedal) – pęknięcia w skalnym podłożu wyspy, które lodowiec i woda przez tysiące lat poszerzały i wygładzały. Cały uskok ciągnie się około 12 km, od torfowiska Vallensgård Mose na południe od lasu aż po wybrzeże w okolicach Saltuna. Sama Ekkodalen, czyli najbardziej znany odcinek w Almindingen, ma 1–2 km długości i do 60–70 m szerokości. To najdłuższa dolina szczelinowa na Bornholmie i jeden z najbardziej charakterystycznych krajobrazów wyspy.

Strome skały po północno-zachodniej stronie doliny nazywają się Styrtebakkerne. To właśnie od nich odbija się echo. Najlepiej słychać je z otwartej łąki na dnie doliny, w pobliżu parkingu – miejsce łatwo rozpoznać, bo zwykle ktoś już tam stoi i woła w stronę lasu. Echo najwyraźniej wraca w ciche, bezwietrzne dni, rano i wieczorem, gdy w dolinie nie ma wycieczek.

Czytaj »
Piwo Perła Export

Piwo Perła – na tropie chmielowego smaku

Dziś może nieco inna wyprawa - tyle, że bardziej do zakamarków zapachu i smaku. Znużony nieco tym co serwują najbardziej popowe wytwórnie, pomyślałem że może bym zapuścił żurawia i do tej kadzi.

W pierwszej kolejności przeszukałem net w poszukiwaniu browarów funkcjonujących poza wielkimi tego chmielowego świata (chciałem znaleźć jakichś lokalnych, może nawet, a właściwie to szczególnie polskich producentów, jeśli tacy jeszcze istnieją, a może łącznie z majtkami, skarpetkami, Volvo i chmielem pozostały już tylko te made in China). Niestety tu pech, bo zdecydowana ich większość okazała się być zlokalizowana jest na północnych rubieżach kraju... Ale jak to mówi stare japońskie przysłowie, co się odwlecze to nie uciecze. Bo nie odwlekło się długo i przechadzając się wzdłuż półek w lokalnych delikatesach, ni z tego ni z owego objawiło się, niczym przysłowiowy Filip z konopii, piwo Perła Export, piwna królowa jak się pożźniej okazało. Zielona butelczyna, zielono-biało-czerwona etykieta. Myślę sobie, co mi szkodzi, wezmę na próbę jedną sztukę na twarz. I tak jak wziąłem tak nie pożałowałem. Zaraz po odkapslowaniu poczułem zapach jakże inny od do tej pory spotykanych a właściwie niespotykanych, znaczy zapachów z serii bezzapachowych. Zdecydowanie intensywny i przyjazny dla nozdrzy (nie wiem-może to chmiel, a nie wiem bo nigdy nie miałem okazji powąchać chmielu w naturze; równie dobrze mógł to być zwodniczy dla węchu jakiś E-coś tam, albo inny chemiczny miks). Podobnie smak - trunek, mimo, że nie schłodzony, gładko i przyjemnie przemknął przez gardło. Zupełnie bez porównania, na plus rzecz jasna (a nawet rzekłbym na 10 plusów) z dotychczas konsumowanymi - gdzie zapachu i smaku trudno było uświadczyć, nie mówiąc już o wypiciu czegoś takiego niezmrożonego...

Czytaj »
Od redakcji

„Przypadkowo mijane miejsca, jednak urokliwe i warte zatrzymania…” – właśnie tak rozumiemy Zakątki. To krótkie notatki o punktach, obok których zwykle przejeżdżasz, a które, paradoksalnie, kryją sporo uroku. Dlatego pokazujemy je zwięźle, konkretnie i bez nadmiaru słów.

Czym są Zakątki

Przede wszystkim to mniej znane miejsca: małe miasteczka, punkty widokowe, boczne plaże, leśne polany czy kameralne kawiarnie. Co więcej, każdy wpis odpowiada na proste pytania: po co tu zajrzeć, kiedy podjechać i na jak długo. Dzięki temu decyzja o krótkim przystanku staje się naprawdę łatwa.

Co znajdziesz w każdym wpisie

Po pierwsze, jedno zdanie „dlaczego warto”, abyś od razu wiedział, czy to dla Ciebie.
Po drugie, kontekst czasu – najlepiej o świcie, o zachodzie słońca czy poza sezonem.
Ponadto, praktyczne wskazówki: gdzie zaparkować, jak nie przeszkadzać mieszkańcom i co zabrać.
Na koniec, podpowiedź „co w okolicy”, ponieważ często obok czeka kolejna niespodzianka.

Dla kogo

Z jednej strony dla kierowców i rowerzystów szukających krótkiego, 15–45-minutowego przystanku. Z drugiej – dla spacerowiczów, którzy, mimo ograniczonego czasu, chcą poczuć klimat miejsca. Co najważniejsze, Zakątki sprawdzą się, gdy masz tylko chwilę, lecz nadal chcesz zobaczyć coś wyjątkowego.

Jak korzystać

Najpierw przejrzyj listę Zakątków i wybierz te, które leżą „po drodze”. Następnie dodaj je do planu dnia jako mikroprzystanki – dosłownie na moment. Potem wracaj do tej sekcji po każdej podróży, ponieważ regularnie dorzucamy nowe propozycje. Dzięki temu Twoje trasy staną się ciekawsze, a wyjazdy – pełniejsze.

Dlaczego warto się zatrzymać

Po pierwsze, odzyskasz oddech między dużymi atrakcjami. Po drugie, złapiesz autentyczny obraz miejsca, często bez tłumów. Co więcej, czasem wystarczy pięć minut, aby powstało najlepsze zdjęcie z całej podróży. Dlatego zwolnij odrobinę – a Zakątki zrobią resztę.